1. Przeglądasz zawartość archiwalną forum dzwiek.org z lat 2005-2011. Z początkiem 2012 forum w swojej formie do roku 2011 zostało zamknięte i jego treść pozostawiona tylko do odczytu. Jeśli chcesz brać udział w dyskusjach sprawdź stronę główną czy są na niej interesujące Cię działy.
  2. Niektóre funkcje forum wymagają rejestracji. Po założeniu własnego konta będziesz mógł korzystać z takich funkcji jak m.in. tworzenie własnych tematów i postów, edycja własnego profilu użytkownika wraz ze statusami, prywatne konwersacje pomiędzy innymi zarejestrowanymi użytkownikami forum.

Piotr Żaczek

Dyskusja w dziale 'Kącik Gitarzysty - dyskusje o gitarach, efektach i' rozpoczęta przez stryjecki, 26 Lipiec 2006.

  1. stryjecki Guest

    Na jesieni mam zamiar wydać autorską płytę Piotra Żaczka. Zakładam ten wątek po to, żeby zebrać pierwsze sygnały. Czy znacie Żaka? Bywaliście na jego koncertach? Każdą opinię wchłonę z ciekawością.

    PS. Trafiłem tutaj pośrednio, przez Hardiego, który z kolei udziela się na moim forum :) Wszystkich grzecznie witam.
  2. Hardi Aktywny Użytkownik

    Witam cię serdecznie

    Na koncertach nie byłem, ale cosik tam o nim słyszałem ;)
  3. stryjecki Guest

    Ja... też nie byłem. Ale materiał mnie lekko zgiął w pasie. Dlatego postanowiłem to wydać, chociaż muzyka na pewno nie komercyjna, za to inna niż to, czego się dzisiaj słucha. Dużo prądu i zakreconych pomysłów. Piszą tu miłośnicy gitary, także basowej, więc pewnie niedługo dowiem się więcej.
    PS. Ciekawe forum. Muszę tu trochę dłużej posiedzieć.
  4. Mat Guest

    A gdzie można posłuchać Pana Piotra Żaczka? Z chęcią bym się na koncert wybrał, ew. zdobył jakieś nagrania...
  5. stryjecki Guest

    Przedstawiam kawałek artykułu o płycie Piotra (ukaże się w całości we wrześniowym numerze "Hi-Fi i Muzyka").


    Piotr Żaczek album story

    Maj 2004. Było gorąco. Pot lał mi się po skroniach, kiedy dojeżdżałem do Sopotu. Miałem się spotkać z Leszkiem po to, żeby posłuchać gotowego materiału na płytę. Przyznam szczerze, że mieliśmy siłę jedynie na to, aby wypić piwo w oszronionej szklance na monciaku, pełnym mniej, lub bardziej pięknych kobiet, spacerujących tam i z powrotem, jakby nie wystarczało im morze, lub mrożona kawa w eleganckim ogródku obok promenady, przypominającej ruchome schody w centrum handlowym. Płytkę, którą dał mi Leszek, schowałem do kieszeni i po raz pierwszy włączyłem w samochodzie. To nie był komercyjny materiał. Jednak wiedziałem, że muszę to wydać, nawet tylko dla siebie i znajomych. Ocalić od zapomnienia, szuflady, w której taśma się kurzyła od siedmiu lat. Już 20 czerwca wyszła na rynek płyta „Piano”. Do dziś jej słucham z przyjemnością i jakoś się nie starzeje.

    Czerwiec 2006. Temperatury jeszcze wyższe. Wprost nie da się wytrzymać, a co bardziej przewidujący rolnicy zastanawiają się, czy nie zastąpić ziemniaków kukurydzą, a na miejsce jabłoni posadzić bananowce. W każdym razie, zanim pomyśli się o czymkolwiek, warto wejść do wanny z zimną wodą (zanim zaczną ją reglamentować). Pracę fizyczną i psychiczną odradza w tych dniach nawet Minister zdrowia.
    O godzinie 14 nie da się myśleć logicznie, zwłaszcza w słońcu. W takich warunkach dostałem do ręki singiel Żaka. Jurek Szczerbakow powiedział tylko: „posłuchaj. A potem powiedz mi: tak, lub nie”.
    Historia lubi się powtarzać. Tym razem dojechałem do domu. Około godziny drugiej w nocy napisałem smsa o treści „tak”, na drugi dzień poznałem ponad 70 minut muzyki. Zakręconej, nowoczesnej, innej. Intrygującej, szokującej i też nie komercyjnej. Od tej pory mi towarzyszyła niemal bez przerwy, tak jak postanowienie, że znowu coś muszę. Nawet, jeżeli nie pojadę nad morze lub do wód w tym roku.

    Materiał na „Mutru” powstawał przez blisko 2 lata. Utwory (ponad 70 minut) zostały wybrane z kilkunastu godzin zarejestrowanej, lub pozostającej na etapie pomysłu muzyki. Tego albumu można słuchać przypadkiem, ale wtedy pozostaną w głowie jedynie tematy. Ucieknie coś, o czy chciałem z Piotrem Żaczkiem porozmawiać.

    Piotr Żaczek: „Mutru” poświęciłem kilka ostatnich miesięcy życia. Każdą wolną chwilę spędzałem w studiu. Ciągle przychodziło mi coś do głowy, jakieś nowe brzmienia, albo całkiem zakręcone sytuacje.

    Maciej Stryjecki: Jak chociażby rozmowa w tle, pod koniec czwartego numeru. To Ślązacy, Kaszubi, czy kosmici?
    PZ: To kawałek życia. Po koncercie Anity Lipnickiej wracałem do domu. Mieliśmy wypadek, totalny dzwon, dachowanie. Straciłem przytomność i trafiłem do szpitala. Byłem szyty, składany do jednego kawałka. Następnego dnia budzę się w szpitalu, słyszę głosy i prawie nic nie rozumiem. Przerażenie tym większe, że byłem w miejscu, którego nie znam i nie znałem języka, w którym ci ludzie mówili. Posługiwali się jakimś przedziwnym dialektem. To było na południu, dwadzieścia kilometrów od czeskiej granicy. Zadzwoniłem do kolegów. Poprosiłem, żeby mi przywieźli mini dyska z mikrofonem. Nagrywałem całe rozmowy, bo to było niewiarygodne. Język polski może być różny, na Kaszubach lub w wysokich górach trudno cokolwiek zrozumieć. Do końca, kiedy rozmawiałem, bardziej łapałem ogólny kontekst, niż poszczególne słowa. Musiałem to wykorzystać, najlepiej nie zmieniając niczego. Są tam rzeczy niepowtarzalne, jak chociażby definicja szczęścia według Alojzego Cholewy – człowieka jak najbardziej prawdziwego. Do niego należy zresztą introdukcja płyty: „nononono”. Upomina mnie.

    MS. Prawie cały materiał to basówki
    PZ: Wszystkie dźwięki, które pochodzą od gitar to basówki, wysoko grane sola też. Wyjątkiem są dwie piosenki (reszta albumu to muzyka instrumentalna). Śpiewają je Ania Szarmach i Kuba Badach z Poluzjantów (w tej płycie jest zresztą bardzo dużo z charakteru zespołu, prawie cały skład grupy). W ich przypadku do studia zaprosiłem Damiana Kurasza.
    W numerze „Wodny Oz” występuje „wodna sekcja rytmiczna”. Instrumentami perkusyjnymi były: szklanki, kamyki i przedmioty, które wrzucałem do wody. Na przykład stopa to pusty kubek, którym uderzałem o lustro wody. Odbicia były różne, więc miałem dużo próbek naturalnego pochodzenia. Reszta to gitary. „Willow”, ósmy, też jest na samych basówkach. I tylko trzeba było to tak zmiksować w całość, żeby się fajnie kleiło.

    MS: Masz swój ulubiony instrument?
    PZ: Mam ulubiony instrument przez dwa lata, ale świat idzie dalej. Jest jakiś inny. Zawsze, kiedy coś kupię mówię: kurcze, tego nie sprzedam. Ale pojawia się inny bas na horyzoncie. A ten „gorszy” marnuje się u mnie, nikt na nim nie gra. A szkoda. Zresztą gitary, które mam trudno porównywać na zasadzie lepsza – gorsza. Wybieram po prostu te, które aktualnie najbardziej mi pasują. Staram się jednak nie oddawać instrumentów przypadkowym osobom. Jeżeli wiem, że człowiek dobrze gra, mój bas zostanie potraktowany z szacunkiem i będzie wydawał właściwe dźwięki, wtedy mogę go z czystym sumieniem przekazać komuś innemu. Sentyment do gitar, na których grałem pozostaje na zawsze. Słyszę mojego MusicMana na przykład w Opolu i czuję, że to kawałek życia i mnóstwo wspomnień, lepszych i gorszych.

    Ciąg dalszy w piśmie.
  6. Cieszę się, że postanie jego solowa płyta, bo to naprawdę świetny muzyk. Czekam z niecierpliwością :) Będzie możliwość kupna przez internet?
  7. stryjecki Guest

Share This Page

Użytkownicy znaleźli tę stronę szukając wyrażeń:

  1. piotr żaczek forum