1. Przeglądasz zawartość archiwalną forum dzwiek.org z lat 2005-2011. Z początkiem 2012 forum w swojej formie do roku 2011 zostało zamknięte i jego treść pozostawiona tylko do odczytu. Jeśli chcesz brać udział w dyskusjach sprawdź stronę główną czy są na niej interesujące Cię działy.
  2. Niektóre funkcje forum wymagają rejestracji. Po założeniu własnego konta będziesz mógł korzystać z takich funkcji jak m.in. tworzenie własnych tematów i postów, edycja własnego profilu użytkownika wraz ze statusami, prywatne konwersacje pomiędzy innymi zarejestrowanymi użytkownikami forum.

loudness war

Dyskusja w dziale 'Q&A - Marcin Bors (zakończone)' rozpoczęta przez Maciej Lisiecki, 21 Grudzień 2010.

  1. Maciej Lisiecki Początkujący

    Lokalizacja:
    Warszawa
    Witam.
    Chciałbym dowiedzieć się co sądzisz na temat tzw loudness war, a więc nagrywania, produkowania płyt o coraz wyższych poziomach głośności.
    Kilkakrotnie naciąłem się na ten problem kupując płyty zachodnich wykonawców.
    Red Hot Chili Peppers "Stadium Arcadium", "Californication" czy Muse"Black Holes and Revelations" to dobre przykłady tego procederu. Płyty takie nieżle brzmia na słabym sprzęcie, na audiofilskim są nie do słuchania.
    Większość płyt nagrywanych w Polsce problem ten nie dotyczy. Dlaczego?
  2. marcin.bors gość specjalny

    Witaj!

    Trudny temat...

    Zlozony, krety, z mnostwem slepych zaulkow.

    Uwazam i wierze w to, ze za pare chwil, bedzie on traktowany podobnie jak nadmierna ekspozycja automatow perkusyjnych, wysokich czestotliwosci i poglosow Lexicona w nagraniach z lat osiemdziesiatych.

    Czyli cos na ksztalt kombinacji zachlysniecia sie nowa technologia, chwilowego braku obowiazujacego nosnika (wowczas transfer z vinyla na CD, dzisiaj z CD Bog wie na co...), pogoni za bialym krolikiem i mylnego, w moim przekonaniu przeswiadczenia, ze konsument / odbiorca tak woli.

    Pamietam, jak czytalem wywiad z Mickiem Guzauskim, ktory na pytanie czy nie uwaza ze mp3 jest fatalnym formatem i glownym powodem ekstensywnego limitowania nagran odpowiedzial, ze biorac pod uwage ze jest on wspolczesnym odpowiednikiem tasmy magnetofonowej... przeciez jego zapas dynamiki jest znacznie wiekszy, nie ma mowy o szumach wlasnych, a male glosniki slabej jakosci w tanich radioodbiornikach istnieja od zawsze.

    Wszystko sie zgadza. A jednak jest zupelnie inaczej niz nakazuje logika.

    Nie mam absoltnie nic przeciwko trendom mainstreamowym (radia komercyjne, zmieniarki samochodowe itp.), nie uwazam sie za osobe doskonale zorietowana w technologii emisyjnej, ani tym bardziej opiniotworcza i uposazona w prawo do recenzowania pracy innych producentow, realizatorow, inzynierow masteringowych itp, wiec to co przeczytasz ponizej jest tylko i wylacznie moja wersja zdarzen.

    Po pierwsze uwazam, ze ucho ludzkie jest organem adaptujacym sie do zastanych warunkow.

    Jezeli wiec przyzwyczai sie do dzwieku ktory jest jasny, napompowany, jednolity i szary, takiego bedzie oczekiwac.

    Z drugiej strony, gdy uslyszy nagranie cichsze o kilka dB, po ogarnieciu pierwszego wrazenia (obstawiam okolice kilka sekund) spadku glosnosci i dynamiki (jaki zakres dynamiki maja wspolczesne nagrania popowe? 5 dB? 3 dB?) i przekreceniu galki w prawo... problem przestaje istniec.

    Sprawdz na kimkolwiek z najblizszego otoczenia.

    Jezeli natomiast ucho bedzie mialo dzwignac 60 minut z muzyka odtwarzana na wysokim poziomie - wybierze ta wydana i masterowana do polowy lat 90-tych.

    Nie jestem w stanie uwierzyc, ze przecietny czlowiek nie oszaleje sluchajac calej plyty "Death Magnetic".

    Wiem po sobie - jestem w stanie dzwignac cala plyte Amona Tobima, a wspomnianej powyzej wytrzymalem 4 pierwsze minuty i nigdy do niej nie wrocilem.

    Poza sytuacja gdy trzeszczala cicho z glosnikow w miejscu publicznym.

    Kolejnym kuriozum jest dla mnie fakt, ze dozylismy czasow, w ktorych mimo wyraznego spadku ilosci pieniedzy w branzy, na swiecie istnieje kilkaset firm produkujacych bardzo wyrafinowane narzedzia do rejestrowania, miksowania i masterowania muzyki.

    Miliardy dyskusji o dynamice, szlachetnosci, trojwymiarowosci, cudownych 16 kHz w nowym klonie Pulteca, wyzszosci Neve'a z 76 roku nad wspolczesnym okazuja sie zupelnie bezcelowe w momencie gdy proces masteringu splyca wszystkie plany nagrania, zaburza balans proporcji instrumentow i pasm nagrania.

    Ciche fragmenty nagrania staja sie glosne, a momenty uderzenia chowaja sie pod wskazowkami kompresorow..

    Do tego kolejne dyscypliny wyczynowe w postaci poszerzenia panoramy stereo (wiadomo :)), dwa roznych kompresorow na sumie, dodatkowego 16 pasmowy i dwoch limiterow...

    Mysle, ze w takiej sytuacji rozmowa o uzytych naciagach do bebnow czy kacie pod ktorym stal wpiety do Siemens V72 Royer 122V przy recznie wykonanym vintage'owym Marshallu jest zwykla strata czasu.

    Na szczescie, jest kilka osob na swiecie (np. Michael Brauer) ktorzy znalezli metode na stworzenie miksu, ktory nie bedzie wymagal absolutnej destrukcji.

    I na tyle na ile pozwalaja mi umiejetnosci, narzedzia oraz materia po ktorej sie poruszam, staram sie isc w ich slady.

    Moje plyty nie sa wiec najczesciej bardzo glosne, jasne i szerokie, a porownujac master ktory robie dla siebie lub kogokolwiek z zewnatrz szukam pasma i dynamiki nagran z przed minimum kilkunastu lat.

    Oczywiscie zdarzaja sie naciski, ale staram sie odpuszczac tylko i wylacznie wtedy, gdy jestem totalnie bezradny albo czuje splyw nerwośliny po lewej czesci podbrodka.

    Pomysle jeszcze dzisiaj o tym wszystkim.

    Jezeli cos nowego wpadnie do glowy, dam znak.
    Dzidzia, Lex, Sempoo oraz 5 innych osób lubi to.
  3. Dr. Fleischman Użytkownik

    Lokalizacja:
    Warszawa
    Nawiązując delikatnie do tematu postrzegania muzyki.... patrząc na przeciętnych odbiorców ( masowy target) coraz bardziej przekonuję się, że szlachetna realizacja nagrań i produkcja wydają się być sztuką dla samej sztuki w takim sensie, że słuchacze (mówię o masie) nie doceniają kunsztu bo najwyraźniej w świecie nie słyszą (nie mają pojęcia czego słuchać), nie zależy im i mówiąc krótko nie ogarniają tematu. Dobrze wykonany miks czy produkcja zostają docenione jedyne przez ludzi z branży (nie znoszę tego określenia) i garstkę bardziej obytych słuchaczy. Oczywiście jest to uogólnienie ale ..... co o tym sądzisz Marcin?
  4. marcin.bors gość specjalny

    Bez obrazy, ale mysle ze sie mylisz.

    Daleki jestem oczywiscie od wyznawania teorii, ze przecietny sluchacz wskaze palcem fragment nagrania w ktorym gwaltownie wzrosnie poziom offsetu DC, ale jednym z najczesciej popelnianych przez nas bledow jest przecenianie / niedocenianie zmyslu, wrazliwosci i swiadomosci sluchacza.

    Dasz mi czas do jutra abym rozwinal watek?

    W tej chwili nie mam na to najmniejszych szans, a kroi sie dyskusja na ktorej chyba najbardziej mi zalezy bedac waszym gosciem.

    Deal?
  5. dejote Użytkownik

    Zawód:
    inżynier dźwięku/reżyser filmowy
    Lokalizacja:
    Nowa Sól
    Marcinie - coraz więcej osób słucha muzyki z głośniczków wbudowanych w telefony komórkowe (oczywiście, kiedyś były małe rosyjskie radyjka o podobnej wielkości i jakości, ale nie były tak popularne...), co o tym sądzisz? Moja przyjaciółka, Amila Zazu dostaje b. często skargi od słuchaczy że partie wokalu na jej płycie są nieczytelne gdy słucha się ich na telefonie komórkowym.... Co o tym sądzisz? Myślisz że powinniśmy zwracać dużą uwagę na to jak muzyka którą robimy brzmi na urządzeniach tak kiepskiej jakości?
  6. Dr. Fleischman Użytkownik

    Lokalizacja:
    Warszawa
    To co napisałem o świadomości słuchaczy nie zmienia faktu, że swoją robotę, czy to miks czy produkcję wykonać się powinno najlepiej jak można, w 100%. Odpuszczenie sobie czegoś ponieważ "i tak nie usłyszą" jest niepoważne ale pewnie w realnym życiu i przy natłoku pracy i tak się zdarza.
  7. Luke Audio Aktywny Użytkownik

    Zawód:
    Realizator Dzwieku
    Lokalizacja:
    Rotterdam
    DAW:
    Pro Tools, Pyramix
    Mam nadzieje ze nikt mi za zle nie wezmie jezeli wrzuce tutaj moich 5 groszy....

    Wedlug mnie problemem nie sa tutaj sluchacze. Firmy fonograficzne oczekuje iz ich artysci i ich utwory bede wpadaly w ucho sluchaczom. Niestety im glosniejszy numer tym bardziej jest on zapamietywany przez nasz mozg. Taka sama sztuczka jest uzywana podczas reklam w radio i TV. Dzieki scianie limiterow i kompresorow w stacjach TV i radia wymaga sie od nas aby numer szybko byl zapamietany przez odbiorcow.

    Kolezanka ktora sie zajmuje wylacznie masteringiem, ma za soba 2 Grammy w tym gatunku, od kilku lat tworzy na polecenie firm fonograficznych odrebne mastery: dla potrzeb radia i TV, Itunes oraz na plyte CD/DVD. I wlasnie te pierwsze mastery sa zawsze o 1,5 - 2 dB glosniejsze przy czym mastery na plyty CD sa znacznie delikatniejsze. Jest to podejscie bardzo marketingowe i niestety dopoki odbiorcom to nie przeszkadza to duzo nie bedziemy mogli zapobiec.

    Na szczescie po wyjsciu ostatniego albumu Metallicy duza ilosc fanow zbojkotowala ten album i wiadomosc dotarla do firm fonograficznych.

    Mastering byl w przeszlosci uzywany jako narzedzie korekcyjne, teraz uzywamy go (nie wszyscy) jako efekt.
  8. dominik.wieczorek Przyjaciel dzwiek.org

    Zawód:
    Realizator Dżwięku
    Lokalizacja:
    Wrocław
    jak sie nazywa kolezanka ?
  9. Tasiorowski Stały Użytkownik

    Lokalizacja:
    Gdynia
    Moje 3 grosze. Dobrze zrealizowane nagrania brzmią dobrze na każdym sprzęcie. Wydaje mi się że tutaj też trzeba zadać pytanie co to jest dobre brzmienie. Jak wiadomo, można zrobić głośno bez miażdżenia limiterem. Jest i transient i dynamika i wszystko. Zwróćcie uwagę, że stare nagrania w zasadzie nie posiadają dołu i góry. Jest środek z informacją muzyczną, ponieważ każdy głośniczek może to wiernie przenieść ( widzieliście kiedyś głośniki w starych radiach i telewizorach ?? ). W momencie jak porządny sprzęt grający lądował w domach ( jamniki z lat 80-tych - 3 drożne kolumny z 5 calowymi wooferami !!! w "tanim" sprzęcie konsumenckim ) oraz oczywiście sprzęt nagraniowy ewoluował ( to akurat trochę wcześniej ) nagrania stawały się coraz bardziej pełnopasmowe. Zwróćcie uwagę, że to co nazywacie "loudness war" pokrywa się mniej więcej w czasie z rewolucją mp 3 oraz sprzętu przenośnego. Ja nie znam badań społecznych na ten temat, ale jeżeli według słuchaczy głośno i sprężyście podoba się bardziej niż cicho i rozłożyście, to trzeba tak robić. Jest to normalna ewolucja, która zawsze budzi pewne niezadowolenie wśród ludzi którzy z danym nurtem nie podążają. Przecież skandalem były głośne i przesterowane gitary w nagraniach z lat 60tych, a w latach dziewięćdziesiątych to samo było już beczułaństwem dla old-boyów. Trzeba o tym pamiętać.
  10. marcin.bors gość specjalny

    Bosko.

    Dyskusja trwa.

    Dolacze jutro.
  11. Instytut SWAM Użytkownik

    Lokalizacja:
    Warszawa
    4 grosze,

    1. Warto też wspomnieć taką ciekawą właściwość, że im lepiej zrobiony miks, tam bardziej można podnieść jego głośność bez masakrowania. Czyli przy danym ustawieniu limitera (pomijając kwestię kompresorów stosowanych wcześniej) zwykle można jeszcze tak poprawić miks w jego charakterystyce częstotliwościowej. I tu dochodzi kwestia poszukiwania najbardziej naturalnej równowagi tonalnej miksu (czy najbardziej naturalna, to ta najgłośniejsza?)...
    2. ...choć nie da się pominąć w tym kontekście ilości kompresji na ścieżkach. Bo jedna sprawa, to nadawanie za pomocą kompresji sprężystości ścieżkom, a inna sprawa - ściskanie ich by lepiej siedziały w miksie.
    3. Kompresja, to też brzmienie. Wiele z tego, co nazywamy "rasowym brzmieniem" jest uzyskane dobrze wykorzystaną kompresją - kompresją tylko dla brzmienia, a nie dla głośności". I tu moda na brzmienie kompresji łączy się z możliwości zrobienia głośniej.
    4. Trzeba jednak przyznać, że stosunek głośności światowych hit'ów do ich jakości jest tak wyśrubowany, że jest dużym wyzwaniem, by mu sprostać.

    Co o tym wszystkim sądzisz Marcin?

    Paweł Przezwański

Share This Page

Użytkownicy znaleźli tę stronę szukając wyrażeń:

  1. loudness war