1. Przeglądasz zawartość archiwalną forum dzwiek.org z lat 2005-2011. Z początkiem 2012 forum w swojej formie do roku 2011 zostało zamknięte i jego treść pozostawiona tylko do odczytu. Jeśli chcesz brać udział w dyskusjach sprawdź stronę główną czy są na niej interesujące Cię działy.
  2. Niektóre funkcje forum wymagają rejestracji. Po założeniu własnego konta będziesz mógł korzystać z takich funkcji jak m.in. tworzenie własnych tematów i postów, edycja własnego profilu użytkownika wraz ze statusami, prywatne konwersacje pomiędzy innymi zarejestrowanymi użytkownikami forum.

Brzmienie brytyjskie kontra amerykańskie

Dyskusja w dziale 'Q&A - Marcin Bors (zakończone)' rozpoczęta przez Ten który czeka, 23 Grudzień 2010.

  1. Ten który czeka Użytkownik

    Na czym wg. Ciebie polega różnica w tych dwóch szkołach brzmienia? I dlaczego tak pasjonujesz się tym co brytyjskie? Przynajmniej ja tak to odczuwam słuchając Twoich nagrań i wypowiedzi.
  2. marcin.bors gość specjalny

    Kolejne trudne, ale bardzo dobre pytanie.

    W duzym uproszczeniu: brzmienie brytyjskie nazwalbym eleganckim, szalachetnym i pod kazdym wzgledem bardziej wyrafinowanym (zarowno artystycznie jak i technicznie) a amerykanskie efektywnym i przede wszystkim DO GRANIC OBLEDU skutecznym.

    Jednak zbytnim uogolnieniem wydaje mi sie stwierdzenie, ze jednoznacznie stawiam na wszystko co brytyjskie.

    Chyba po prostu blizsza i bardziej inspirujaca jest dla mnie mentalnosc europejskich tworcow.

    Niezaleznie od tego czy jest to Dostojewski, Kafka, Hitchcock, Scorsese, Polanski, Fellini, Bergman, Mozart, Lennon, Bowie, Martin czy Godrich.

    Co ciekawe, gdy teraz o tym mysle, mam wrazenie, ze wiekszosc szanowanych przeze mnie tworcow zza wielkiej wody to osoby o podobnej prowieniencji, na dodatek wytykajace w swojej tworczosci wady amerykanskiej mentalnosci (rozkochany w Bergmanie i Dostojewskim Woody Allen, bezlitosny dla jankesow Bob Dylan, pracujacy glownie na wyspach Stanley Kubrick, zablokowany przez amerykanski establishment Orson Welles itp).

    Daleki jednak jestem od popadania w fanatyzm i z duza przyjemnoscia lykam rowniez archetypy amerykanskich produkcji.

    Patos Springsteena, rase Toma Petty, hitowosc Stone Temple Pilots, psychodele Flaming Lips, folkowosc Crosby, Stills & Nash czy Joni Mitchell, scene P-Funk i Grand Master Flash.

    Nie wspominajac o artystach takich jak Davis, Coltrane czy Hendrix, ktory aby zostac zauwazonym musial zamieszkac w.... Anglii ;)

    A jakie jest twoje zdanie na ten temat?
    Laser oraz Dzidzia lubią to.
  3. Lex Aktywny Użytkownik

    Zawód:
    Manager
    Lokalizacja:
    East Hollywood/Silesia
    Że się tak wtrące... ja myślę że dobrze powiedziane. Bliscy mi są twórcy europejscy, lubię europejskie kino itd. Jednak nie stronię od produkcji zza wielkiej wody. Zwłaszcza jeśli inspiruje się "europą", bo i tak bywa. Jeden z ostatnich filmów Woody Alena był mocno europejski, prawie jak Almodovar ;)
    Trzeba się umieć odnaleźć we wszystkim, a nie zamykać.
    PS. Też lubię Bowiego :)
  4. Ten który czeka Użytkownik

    Mnie osobiscie ciągnie w druga stronę. Brzmienie amerykańskie zawsze kojarzy mi się z soczystością, gęstością, tłustym dołem i okrągłością w kazdym paśmie. Ich nagrania sa bardzo jasne (nie jaskrawe). Góra nie razi mimo jej nadmiaru. Jest miła dla ucha. Mam wrażenie, ze ich nagrania, nawet jeśli są ciemne to są jasne:D. Uporządkowanie dołu to też jedna z rzeczy w której są wielcy. Mam też wrazenie, że amerykanie inaczej używają efektów. Przede wszystkim unikają przestrzeni wywołanej efektami. Słuchając nagrań ze Stanów ma się wrażenie, ze zespół gra w naszym pokoju. Jest blisko. A za co lubię samą muzę? Za prostote (nie prostactwo) rytmiczną, harmoniczną, oszczędność w ilości dźwieków i za fantastyczne linie wokalne. No i za te trzy akordy, które którę potrafią wykorzystać do granic mozliwosci nie zaleznie od gatunku - Lady Gaga, Linkin Park, Pink, TaylorSwift, Slipknot, Kelly Clarkson, 3 Doors Down, Godsmack, Katy Perry, Metallica......
  5. Tasiorowski Stały Użytkownik

    Lokalizacja:
    Gdynia
    moje 3 grosze jeśli można... Już to gdzieś kiedyś pisałem, że moim osobistym zdaniem, brzmienie amerykańskie w dużej mierze wynika z innego podejścia do procesu tworzenia w ogóle. Amerykański rock jest zupełnie inaczej zaaranżowany i zagrany. Ponadto trochę inne jest pochodzenie muzyki rozrywkowej i zdeczka inaczej owa muzyka ewoluowała po obu stronach oceanu. NA ich muzykę ogromny wpływ mieli czarni, których w latach kształtowania się fenomenu lat 60 i 70 w Europie za wielu nie było. Ten czynnik demograficzny jest istotny i dzisiaj. W krajach Europy zachodniej na tzw. prowincji słucha się zupełnie innej muzyki niż na prowincji w USA. Pochodzenie wielu kapel rockowych w USA jest robotniczo/chłopskie ( nie umiem inaczej tego określić ), kiedy muzycy europejscy to często członkowie lokalnych elit lub elitek intelektualnych. To też sprawia, że inny jest przekaz, inna jest treść i forma. Istnieje jeszcze jeden czynnik, który jest często trudno bądź w ogóle niezauważalny. To pewien lifestyle i warunki bytowania. Europa jest ciasna, mała i często brzydka. Zdecydowanie bardziej depresyjna niż rozległe stepy Ameryki Północnej. Myślę że piosenki Eddiego Veddera z soundtracku do "Into The Wild", brzmiały by inaczej, gdyby Eddie urodził się wśród kominów i zawilgoconych kamienic z czerwonej cegły w robotniczej dzielnicy Birmingham. Takie filmy jak Easy Rider czy Las Vegas parano, nie mogły by powstać w Europie raczej... NA koniec przypomina mi się wywiad z Markiem Stentem, w którym stwierdził, że dopiero kiedy się przeprowadził do Californi, skumał o co chodzi w tej muzyce i dlaczego ona jest taka a nie inna. Wbrew pozorom te różnice są bardzo łatwe do wytłumaczenia. A już sam fakt, czy się bardziej lubi tą muzę czy tamtą - jak wszystko w tym świecie, jest kwestią indywidualną i pewnej małej bądź dużej legendy, którą każdy z nas trzyma w sercu ;)

    EDIT:
    Oczywiście nie przeszkadza mi to posiadać utworów Foo Fighters i Radiohead na jednej playliście ;)
  6. hrryniu Użytkownik

    Zawód:
    student
    Lokalizacja:
    Ostrzeszów/ Wrocław
    Pozwolę sobie zauważyć że a brytyjskich brzmieniach również nie brakuje tego co wymieniasz w plusach amerykańskich muzyków:p
    Chociażby: Oasis, Beatles, Led Zeppelin, Muse, Blur, Colplay to tylko niektórzy:)

    Nie wiem skąd się bierze to moje przekonanie ale uważam że muzyka z wysp brytyjskich wniosła o wiele więcej co dzisiejszego postrzegania i "kształtu" muzyki rockowej:)
  7. Marcin Szwajcer moderator globalny

    Zawód:
    wiadomo
    Lokalizacja:
    Wrocław
    Wystarczy spojżeć na początki tego co dzisiaj nazywamy show biznesem. Im bardziej popatrzymy w przeszłość, tym większe różnice widać, kiedyś świat nie był globalną wioską. Na wyspach ten fenomen zaczął się od Beatles'ów, dopiero oni gromadzili tłumy rozszalalych nastolatek na koncertach. Natomiast w stanach zaczęło się wcześniej od Jamesa Browna który grywał ze swoim zespołem 364 koncerty w roku gromadząc w całych stanach pełne sale za każdym razem. Reakcja publiczności nie była aż tak szalona jak w przypadku Beatles'ów, ale skala była zdecydowanie większa. Czwórka z Liverpoolu była w zasadzie czyms co dzisiaj jest na porządku dziennym w USA, czyli młodzieżową kapelą dla nastolatek, tyle że byli pierwsi. James Brown z zespołem był ogromnym, profesjonalnym składem a sam James uchodził niemal za Boga (pamiętajmy że jego muzyka czerpie garściami z Gospell). I juz w tamtym czasie w nagraniach Browna słychać profesjonalizm, warsztat, precyzję, pełne skupienie na muzyce, natomiast w nagraniach Beatles'ów jest nieraz krzywo, czasem coś nie stroi, ale jest niesamowity FLOW. I to słychać do dzisiaj na osi USA-GB.
  8. aldi Guest

    Przepraszam, ale dla mnie nie ma określenia brzmienie brytyjskie, amerykańskie.
    Jest po prostu muzyka.
    Można zawadzić o nurt włoski albo niemiecki, gdzie brzmienie było dużo lepsze - bo nie tylko komercyjne.
    Możecie mnie poprawic ale z tego co kiedyś słyszałem najlepsze stare brzmienia robiło się w Niemczech.
    Tylko mała próbka - włoskiego progressive'u, który w większości był nagrywany w Niemczech
    http://www.progarchives.com/mediaPlayer.asp?bandId=289
  9. d.b Aktywny Użytkownik

    Zawód:
    obibok
    Lokalizacja:
    Polska "B"
    DAW:
    Pro Tools
    muzycznie i brzmieniowo jak wypadkowa King Crimson, Emerson, Lake & Palmer i paru innych zespołów z przełomu 60/70 tyle że po włosku :)
  10. Marcin Szwajcer moderator globalny

    Zawód:
    wiadomo
    Lokalizacja:
    Wrocław
    aldi, tym tokiem rozumowania mozna powiedzieć, że dla przeciętnego odbiorcy nie ma określenia dur/mol, rock czy pop a nawet śpiewa/nie śpiewa bo go to nie obchodzi, muzyka to muzyka, byle napier..... z ipoda podczas golenia brody/nóg. Tyle że my jestesmy realizatorami/inzynierami/producentami/muzykami i wręcz nie wypada nam być aż takimi laikami. Zwróciłeś uwagę na Włochów i Niemców, świetnie, wnosisz coś nowego do forum, nie musisz jednak tego robić negując nasze ograniczone pojmowanie wszechświata.
    hrryniu lubi to.
  11. masterofphysicalchemistry Aktywny Użytkownik

    Lokalizacja:
    Wrocław
    .. i istoty bytu :)
  12. hrryniu Użytkownik

    Zawód:
    student
    Lokalizacja:
    Ostrzeszów/ Wrocław
    dobre:)
  13. dejote Użytkownik

    Zawód:
    inżynier dźwięku/reżyser filmowy
    Lokalizacja:
    Nowa Sól
    Żyjąc na początku XXI wieku mamy niesamowitą możliwość globalnego podejścia do muzyki - dostęp do muzyki z przeróżnych części świata jest bardzo ułatwiony i możemy w łatwy sposób korzystać z tej skarbnicy - koreańskie country? Proszę Bardzo! Reggae z Maroko? Nie ma problemu - co jeszcze nieco ponad 10 lat temu, gdy muzyka z internetu była abstrakcją potrafiło mnie zaskoczyć i wryć w ziemie, gdy pewnego razu zaszedłem do pewnego malutkiego sklepiku z płytami na strychu w rynku jednego z polskich miast. Dziś mamy to na wyciagnięcie ręki. Co nie zmienia faktu że określenia takie jak brzmienie brytyjskie czy amerykańskie funkcjonują w świadomości ludzi (nie tylko inżynierów dźwięku!) od kilkudziesięciu lat, i pomagają nam coś określić. Funkcjonuje także brzmienie japońskie - z uwagi na zupełnie inną kulturę dla nas często pojmowane jako kiczowate. Oczywiście zdarzają się produkcje zza wielkiej wody które pochodzą z brytyjskiej szkoły, i odwrotnie. Zgadzam się z Marcinem - prywatnie także bliżej mi do europejskich twórców niż amerykańskich - filmy hollywoodzkie ze swoją niebywałą lekkością często odrzucam, na rzecz produkcji francuskich (znacznie cięższych), , rosyjskich, niemieckich czy czeskich. Ale skoro już jesteśmy w temacie - Marcin jaki procent Twojej ogromnej dyskografii stanowią nagrania amerykańskie/beytyjskie/wschodnioeuropejskie? Ja aktualnie jestem w czasie katalogowania swoich zbiorów muzycznych w itunes - i zauważam że bardzo dużą częsć moich zbiorów stanowią produkcje europejskie.
  14. Tasiorowski Stały Użytkownik

    Lokalizacja:
    Gdynia
    Kamienie milowe powstały w Europie, natomiast jankesi je pięknie po swojemu rozwinęli i uzupełnili swoją filozofią ( a w zasadzie jej brakiem :D ) Proces twórczy chyba nie może przebiegać w oderwaniu od środowiska, w którym powstaje.
  15. dejote Użytkownik

    Zawód:
    inżynier dźwięku/reżyser filmowy
    Lokalizacja:
    Nowa Sól
    Dlaczego? Czasem przez zmianę środowiska może nabrać trochę świerzości.
  16. Tasiorowski Stały Użytkownik

    Lokalizacja:
    Gdynia
    W USA tacy ludzie są na ulicy. Pomyślcie kto śpiewa w studiach nagraniowych ;)



    Perfect Performance - to jest dla mnie ta zasadnicza różnica między brzmieniem z USA a Europy
  17. lestek Stały Użytkownik

    Zawód:
    Producent muzyczny, inżynier dźwięku
    Lokalizacja:
    Lublin
    DAW:
    Pro Tools
    E tam. Nie przymierzając, w Paryżu też są tacy ludzie. Nie rozumiem Twojej pointy :)

    Pozdrawiam!
  18. masterofphysicalchemistry Aktywny Użytkownik

    Lokalizacja:
    Wrocław
    W USA nawet bezdomni sa lepsi :) ten drugi kozak :)
  19. aldi Guest

    Jaki to kozak.
    Ludzie co Wy tu przedstawiacie?
  20. Lolo Stały Użytkownik

    Zawód:
    pogrzebacz
    Lokalizacja:
    Grodków/Wrocław
    DAW:
    Reaper
    Czarny Kozak! :D Ale faktem jest, że pedałkowaci wokaliści z pierdziszewa górnego (czyli większość "nowej fali" polskiego pop-rocka, w czapach z lisów i białych adidaskach), powinni mu czyścić buty i wina dolewać. To jest prawdziwy blues. Wolę posłuchać takiego menela w metrze, niż kolejnej, ciężko wydłubanej, krwią i potem zlanej, polskiej superprodukcji supergrupy, której wzorem jest kupa w stylu Take That.

Share This Page

Użytkownicy znaleźli tę stronę szukając wyrażeń:

  1. amerykańskie brzmienie

    ,
  2. brzmienie brytyjskie i amerykanskie

    ,
  3. twórcy europejscy i amerykańscy w filmie